Kultura, rozrywka, hobby | www.cooltural.pl
Kolejna nocka z serialem: binge-watching

Kolejna nocka z serialem: binge-watching

Robią to zamiast spać, gotować, sprzątać. Poświęcają całe noce, wolne wieczory oraz weekendy. Kto i co? Fani seriali na całym świecie oglądają swoje ulubione telewizyjne show. Ciągle, taśmowo, bez przerwy.

Angielskie słowo „binge” może oznaczać szał, imprezę, zabawę, szaleństwo. Często stosuje się je w odniesieniu do obżarstwa lub ciągu alkoholowego. Binge-watching opiera się zaś na konsumpcji seriali telewizyjnych i programów rozrywkowych, ale czasem może przynieść podobne, co alkoholizm i nadwaga, skutki dla zdrowia. Dlaczego jesteśmy skłonni zarywać noce i poświęcać całe dnie na maratony z „Dexterem”, „House of Cards” czy „Breaking Bad”?


Maraton na kanapie

To już nie te czasy, kiedy każdy cierpliwie wyczekiwał nadchodzącego odcinka ulubionego show. Telewizja oraz Internet poszły widzom na rękę i udostępniają swoje produkcje w ramach usług video on demand (program na żądanie) lub, tak jak platforma Netflix, wypuszczają od razu całe sezony seriali. Dzięki temu możemy pozwolić sobie na kilkugodzinne maratony serialowe, czyli właśnie binge-watching lub binge-viewing, podczas których wchodzi w grę co najwyżej przerwa na toaletę i odbiór zamówionej pizzy. W mediach możemy natknąć się nawet na rankingi seriali najlepszych do binge-watchingu, który upowszechnił się już jako forma spędzania wolnego czasu w gronie znajomych czy rodziny. Wiele osób woli przeczekać aż skończy się emisja całego serialu i dopiero wtedy ogląda go w sieci. Nic zresztą dziwnego, skoro oglądanie „na raty” zwiększa zniecierpliwienie i przerywa w naszym odczuciu ciągłość fabuły. 


Od kontroli do jej braku

Teoretycznie nie ma nic niestosownego w oglądaniu odcinek za odcinkiem naszych ulubionych programów. To tak samo jak z czytaniem książki, od której nie możemy się oderwać – tak bardzo zaciekawia i na tyle utożsamiamy się z głównym bohaterem, że jak najszybciej chcemy dotrzeć do kolejnych rozdziałów, w efekcie poznać finał historii. Poza tym binge-watching ma także stronę praktyczną. Nie każdy dysponuje wieczorami wolną godziną, aby w ściśle określonym czasie usiąść przed telewizorem i w spokoju oglądać kolejny epizod serialu. Często łatwiej jest wygospodarować kilka godzin w wybranym przez nas terminie niż co środa punktualnie o 20.00 być gotowym na krótki seans. W ten sposób da się kontrolować kiedy i na jak długo oddajemy się rozrywce. 

Poczucie kontroli może być jednak zwodnicze. Niektórzy nie potrafią się opanować. Historia wciąga ich tak bardzo, że nagle śledzenie serialu okazuje się ważniejsze niż wszystko inne – praca, dom, rodzina, obowiązki. A to już zwyczajne uzależnienie. W praktyce nie ma więc nic złego w uprawianiu binge-watchingu, pod warunkiem, że nie podporządkowujemy mu życia codziennego. 

tekst: Elżbieta Gwóźdź

zdjęcie: depositphotos

Komentarze