Kultura, rozrywka, hobby | www.cooltural.pl
5 filarów fenomenu „Gry o tron”

5 filarów fenomenu „Gry o tron”

Serial „Gra o tron” to nie tylko jedna z wielu chętnie oglądanych produkcji telewizyjnych. To osobne zjawisko popkulturowe i to zjawisko fenomenalne.

Prezydent Obama jako fan życzy sobie przedpremierowe projekcje odcinków, ludzie protestują na ulicach, gdy zginie ich ulubiona postać, powstają też prace naukowe na temat sagi George'a R.R. Martina i jej telewizyjnej wersji. Takiego serialu w historii srebrnego ekranu jeszcze nie było. Na czym polega jego fenomen?

W kontekście omawianej produkcji na określenie „fenomenalny” w pierwszej kolejności zasługuje G.R.R. Martin, autor książkowej sagi „Pieśń lodu i ognia”, na podstawie której stacja HBO stworzyła swój serialowy majstersztyk. Najgłębsze ukłony należą się więc jemu, a dopiero później ekipie telewizyjnej, choć to właśnie serial przyniósł książkom Martina rozgłos na miarę „Władcy Pierścieni” i „Harry’ego Pottera”. Nie umniejszając więc zasług ani pisarza, ani producentów, spróbujmy ustalić, dzięki czemu opowieść o mieszkańcach Westeros budzi aż tak wielki zachwyt. 


1. Świat nie jest czarno-biały

Martin, a za nim twórcy serialu, postanowili odżegnać się od fabuły, w której prezentowany jest wyraźny podział na dobro i zło. Postaci nie da się w ten sposób uszeregować – pozytywni bohaterowie mają wady, a negatywni zdają się mieć również zalety (no, może poza Joffreyem Baratheonem, postacią tak znienawidzoną szczególnie przez widzów, że sam Martin powinszował jej odtwórcy, Jackowi Gleesonowi, umiejętności aktorskich). Taki zabieg można potraktować jako znak zaufania wobec odbiorców, którzy sami mają ustalić, czy czyjeś zachowanie jest dobre czy złe. I odbiorcy bardzo to docenili. Pytani o największą zaletę „Gry o tron”, wymieniają właśnie tę niejednoznaczność i otwarcie się na relatywizm moralny. 


2. Uniwersalność

Martin pokazuje, że historie uniwersalne sprzedają się najlepiej. Bohaterowie „Gry o tron”, choć żyją w fikcyjnym świecie rodem ze średniowiecza, a ich egzystencji towarzyszy istnienie smoków, tajemniczych Innych, nieumarłych i duchów, to pozostają na tyle prawdziwi, że każdy z nas może się z nimi identyfikować. Te postaci są po prostu realne, pełne uczuć, rozterek i potrzeb, takich samych jak nasze. Dzięki temu po serial, a później książkę (czasem odwrotnie), sięgają nawet osoby, które nie lubują się w fantastyce. A w rezultacie i tak można je dopisać do grona wiernych fanów.


3. Emocje 

„Gra o tron” jest pełna okrucieństwa, cierpienia, namiętności, krwi i seksu. Ich obrazy zawsze budzą skrajne emocje. Ale nie wystarczy jedynie sama wizualizacja, by sceny wprawiały widzów w płacz, strach, palpitację serca i zmuszały do zaciskania pięści w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń. O wiele ważniejsza jest przy tym narracja, dzięki której takie kadry nie będę jedynie bezcelowymi kontrowersjami. A ta w serialu jest mistrzowska.


4. Łamanie schematów

Jeśli nie śledzimy z uwagą wszystkich odcinków, możemy się pogubić. Ilość bohaterów pierwszo-, drugo- i trzecioplanowych wydaje się czasem przytłaczająca, a powiązanie ich wszystkich ze sobą i ustalenie wzajemnych relacji wymaga chwili namysłu. Nie to, co w większości seriali, w których stawia się na prostotę i przejrzystość fabuły. A jednak „Gra o tron” jest nakręcona w taki sposób, że nadążamy za każdym wątkiem (pod warunkiem, że nie oglądamy serialu w kratkę), choć jest ich naprawdę sporo. Z punktu widzenia producenta filmowego zekranizowanie tak skomplikowanej powieści można uznać za niewykonalne lub nierentowne – kto będzie chciał na dłuższą metę oglądać coś takiego? Wielowątkowość okazała się być jednak atrakcyjna dla widza. Poza tym twórcy łamią konwencję także przy konstruowaniu losów postaci. Nagle ten, którego uznajemy za głównego bohatera, zostaje uśmiercony, a potem drżymy już tylko o żywot naszych serialowych ulubieńców. 


5. Rozmach

Nie byłoby „Gry o tron” bez ogromnych nakładów finansowych. Nie każdy serial ich potrzebuje, ale ten akurat tak – każdy obraz, który ma odtwarzać inną rzeczywistość, pochłania olbrzymie sumy. Koszt wyprodukowania jednego odcinka wynosi około 6 mln dolarów. Produkcja powstaje w kilku krajach, a oprócz tego ogromne pieniądze pochłaniają także inscenizacje i kostiumy. Swoje kosztują również mechaniczne efekty specjalne oraz postprodukcja i gaże dla aktorów. Efekt końcowy robi jednak niebywałe wrażenie. 

 

tekst: Elżbieta Gwóźdź

zdjęcie: depositphotos

Komentarze